Menu


Historia powstania wciąż żyje

Historia powstania wciąż żyje

Z Marianną Bukowski, producentką mieszkającą w Londynie i reżyserką filmu „Portrait of a Soldier” opowiadającego o Powstaniu Warszawskim, rozmawia Joanna Szmatuła.

Jeteś autorką filmu „Portrait of a Soldier”, opowiadającego historię o Powstaniu Warszawskim widzianym oczami jednej z jego uczestniczek. Gdy wybuchła II wojna światowa Wanda Traczyk-Stawska miała 12 lat. Gdy miała 17, walczyła w powstaniu. Trudno było namówić ją do zwierzeń?
– Moja ciocia ma koleżankę, która znała Wandę i kiedy ona usłyszała, że bardzo się interesuję tą tematyką, zaproponowała, abyśmy się spotkały. To był rok 2004. Kiedy zaczęłam z nią na ten temat rozmawiać, nawet nie sądziłam, że może z tego powstać film.

Kiedy pomyślałaś, że mogłaby być twoją bohaterką?
– W Londynie zajmuję się robieniem takich krótkich materiałów filmowych na co dzień, znam się na reżyserii i montażu, i pomysł, że Wanda mogłaby być „twarzą” tego filmu pojawił się całkiem naturalnie po jednej z rozmów. Pomyślałam, że warto byłoby taki film zrobić.

Temat Powstania jest wciąż bardzo żywy wśród Polaków, także tu, w Londynie. Ale ty pokazujesz go z wyjątkowej perspektywy – z perspektywy jednej osoby, która to wszystko widziała na własne oczy i która podkreśla, jak ważny był wkład zwykłych ludzi, cywilów, w tych walkach.
– Chciałam zrobić film o powstaniu i dla tych Polaków, którzy znają swoją historię, i dla tych, którzy wiedzą trochę mniej. Dlatego nawet jeśli wiesz o Powstaniu prawie wszystko, to możesz nie wiedzieć, jak to wyglądało z perspektywy Wandy, która miała 17 lat gdy dostała karabin w ręce. Tu jest tyle osobistych, intymnych momentów, że nawet osoba, która myśli, że już wie wszystko, wzruszy się, gdy zobaczy ten film. W filmie bardzo ważni są cywile – i większość widzów, jak i również media w Polsce, była bardzo wzruszona, widząc te relacje między żołnierzami i cywilami. Mimo wszystko to temat bardzo rzadko poruszany w filmach o Powstaniu. Wanda walczyła o pamięć o cywilach i cmentarzu na Woli od 1947 roku, to dla niej ważny temat.

Ta perspektywa sprawia, że film powinien być ciekawy także dla widza z zagranicy – poza Polską mało kto wie o tym, co to było i jak przebiegało Powstanie Warszawskie.
– Zależało mi na tym, by znaleźć te prywatne momenty, o których opowiadała Wanda i to dzięki nim, niejako przez ich pryzmat, pokazać historię Powstania i to, co wtedy się działo – dla tych, którzy nie znają dobrze tej historii. Opowieść Wandy ma w sobie coś unikalnego, bo z jednej strony reprezentuje ona rocznik ‘20, który miał świadomość, że żyje w niepodległej Polsce i czuje, że spoczywa na nim jakaś odpowiedzialność, ale z drugiej strony – w czasie wybuchu Powstania Wanda była bardzo młodą dziewczyną, miała kilkanaście lat. Mimo wszystko większość dziewcząt była łączniczkami i sanitariuszkami, a ona od początku wiedziała, że chce walczyć z bronią, że chce być żołnierzem. I ta perspektywa jest po prostu inna. Ale ma to być też opowieść uniwersalna – co się dzieje z człowiekiem, który ma 12 lat, gdy wybucha wojna i 17, gdy idzie walczyć. I co kieruje młodą dziewczyną, która bierze błyskawicę i strzela.

Od pomysłu do efektu finalnego minęło kilka lat. Dlaczego?
– Film nie był robiony na niczyje zlecenie, powstał bez współpracy z żadną ze stacji telewizyjnych, z którymi do tej pory współpracowałam, materiał był robiony więc w tak zwanym międzyczasie. Wszystko – także finanse – były na mojej głowie, nie było łatwo. Do pewnego momentu pracowałam nad nim zupełnie sama, sama go finansowałam, a do tego miałam normalną pracę. Ponadto Wanda mieszka w Warszawie, ja w Londynie – to kolejna trudność, którą trzeba było pokonać. Czasem weekendy spędzałam w Polsce, po powrocie zajmowałam się zwykłą pracą, a po godzinach – montażem filmów, które nakręciłam w Warszawie.

To, że byłaś sama sobie szefem i nikt nie narzucił ci koncepcji, miało swoje minusy?
– Inaczej się pracuje, kiedy powstaje produkcja commissioned, zlecona, a inaczej kiedy to jest independent – zupełnie niezależne. Jak się pracuje dla telewizji, gdy coś jest odgórnie zaplanowane, to wiadomo ile film ma trwać, temat jest doprecyzowany, wiadomo, w którą stronę pójść. W tym przypadku zupełnie tego nie było. Nawet na samym początku nie wiedziałam, jak ta historia ma wyglądać, jak się ułoży. To było tak, że rozmawiałam z Wandą, przyjeżdżałam do domu, potem montaż i dopiero wtedy coś nabierało kształtów. – A, poczekaj – myślałam sobie – jeszcze tego brakuje. I tak wracałam do Warszawy, dopytywałam, wyjaśniałam, robiłam nowy wywiad. I powolutku powstawał montaż. Dopiero gdy skończyłam, poprosiłam o pomoc dwóch kolegów – jeden skomponował muzykę, a drugi wykończył film pod względem technicznym, żeby można go było obejrzeć w telewizji i na wielkim ekranie. To niemożliwe, żeby zrobić to samemu na laptopie.

Czy pani Wanda łatwo dała się przekonać do tego, żeby zostać główną bohaterką twojego filmu? Co innego rozmowa w cztery oczy, a co innego pokaz dla dużej publiczności.
– Myślę, że to, że przez te siedem lat gdy regularnie się widywałyśmy, Wanda dobrze mnie poznała i nabrała do mnie zaufania. Dla mnie było bardzo ważne to, żeby opowiedzieć tę historię uczciwie. I pewnie są momenty, których Wanda nie lubi i może nie o wszystkim chciała na początku rozmawiać, ale zaufała mi i uwierzyła. Z drugiej strony mogę powiedzieć, że Wanda chciała opowiadać o Powstaniu, sama też często jeździ do szkół i o nim opowiada, udziela wywiadów przy okazji rocznic. Oczywiście co innego takie krótkie wypowiedzi dla telewizji czy opowieści dla uczniów, a co innego cała historia opowiedziana z jej perspektywy.

Jak zareagowała na efekt finalny?

– Gdy zobaczyła film po raz pierwszy, byłyśmy same. Potem dopiero spotkała się z ludźmi, którzy widzieli ten film na pokazach w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Ambasadzie Polskiej w Londynie, w polskiej telewizji. I dopiero zobaczyłam, jak przeżywała ten film na nowo, z nimi, z ludźmi, którzy obejrzeli go po raz pierwszy. I widziałam, jak ważne to było dla niej. Wanda jest już starszą kobietą, czuje, że już nie ma tej energii co kiedyś, że jej ubywa sił na to, by często jeździć po szkołach. A tak jej historia żyje i widzę, że ją to bardzo cieszy. Ale oczywiście, na początku, gdy zaczynałyśmy rozmawiać, Wanda, tak samo zresztą jak ja, nie wiedziała co z tego wyjdzie. To nie było tak jak w zwykłym wywiadzie, że rozmawiasz z kimś przez godzinę, a potem od razu widać efekt. Tu czekałyśmy na efekt wiele lat i Wanda nie widziała żadnego materiału w tym czasie. Na pewno była ciekawa. Gdyby mi nie zaufała, nie powstałby taki film.

Film można kupić na DVD, od dystrybutora Journeyman Pictures, journeyman.tv , a także na platformach: iTunes, Google Play, Amazon.
Ostatnio zmienianyniedziela, 16 kwiecień 2017 12:42
Więcej w tej kategorii: « Polskie rozpoczęcie sezonu

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę