Menu


D. Schwałkowska: Twardzielka o miękkim sercu

D. Schwałkowska: Twardzielka o miękkim sercu

– Ona nie pyta, czy coś się uda zrealizować. Ona zastanawia się tylko, kiedy to się uda zrealizować – opowiada o Dorocie Schwałkowskiej jej przyjaciółka, Natalia Pulkowska.

Czy chodzi o zorganizowanie konkursu recytatorskiego, czy o pracę wolontariuszki w polskiej szkole, czy udział w sztabie WOŚP-u, Doroty Schwałkowskiej wszędzie jest pełno – tak przynajmniej twierdzą jej znajomi. „Zawsze chętna do pomocy”, „umie słuchać”, „dobrze doradzi” – to kolejne opinie na jej temat. Zaradna, konkretna, silna.

Wstaje ok. 6:00, bo na ósmą do pracy. Starszy syn, co prawda na studiach, ale młodszego jeszcze trzeba wyprawić do szkoły. Potem praca, zakupy, sprzątanie, gotowanie, a jeśli akurat organizuje jakiś event bądź działa na rzecz ważnego projektu, to dzień kończy się wyjątkowo późno. Praca też jest obciążająca emocjonalnie. Etat w Polish British Integration Center w Bedford oznacza, że codziennie (choć pracuje na stanowisku administratora) musi wysłuchać opowieści o ludzkich problemach, nierzadko naprawdę dramatycznych i wspomóc doradcę w znalezieniu skutecznego rozwiązania. – Czasem niełatwo jest zachować dystans, kiedy widzi się człowieka bezdomnego, który w wyniku wypadku stracił zdrowie, a co za tym idzie pracę i dom. A ja nie mogę takiej osobie realnie pomóc, mogę tylko wypisać food voucher – denerwuje się Dorota.

Wszystko robi samodzielnie. Po niedawnym rozwodzie wynajęła dom, znalazła pracę, zdobyła fundusze na studia syna, zadbała o swój rozwój, uczy się angielskiego i znajduje czas, by działać społecznie.

Lwica i wąż

– Niby Dorota pracowała w naszej szkole jako pracownik administracyjny, ale mam wrażenie, że to ona tę szkołę prowadziła – opowiada Andrzej Gąsienica, dyrektor Polskiej Szkoły w Bedford. – Ja raczej byłem takim fasadowym dyrektorem, od wystąpień publicznych – przyznaje bez ogródek. – Za to Dorota potrafiła poradzić sobie ze wszystkimi sprawami organizacyjnymi na tip-top. Spełnia się w takim intensywnym działaniu. O wiele rzeczy potrafiła walczyć jak lwica. Nie bała się też podejmować nowych działań: kiedyś poprowadziła nawet audycję dla dzieci, choć nie miała w tym doświadczenia.

– Gdyby nie Dorota, nie zdobyłabym doświadczenia w zawodzie – tłumaczy Natalia Pulkowska, nauczycielka z Polskiej Szkoły w Bedford. – To ona namówiła zarząd szkoły, by mi zaufano i przyjęto mnie mimo tego, że byłam świeżo upieczoną absolwentką. Od niej nauczyłam się zaradności i pokonywania przeszkód. To Dorota pokazała mi, że bez ryzyka nie ma zwycięstwa. Jest jak wąż, wszędzie się wciśnie. Wyrzucą ją drzwiami, to wejdzie oknem lub kominem. Z zewnątrz jest twardzielką, choć ja wiem, że ona ma wyjątkowo miękkie serce – podkreśla.

– Mnie po prostu mobilizują trudności – podkreśla Dorota Schwałkowska. – Często jakaś bolesna chwila jest dla mnie punktem zwrotnym. Na przykład, gdy pracując w magazynie Johna Lewisa, która to praca polegała na naciskaniu czerwonego bądź zielonego guzika, poczułam, że zazdroszczę pracownikowi naprawiającemu maszynę na linii produkcyjnej. Co prawda, on tylko machał śrubokrętem, ale miał kwalifikacje, których ja nie miałam. Ten moment zmusił mnie do zaangażowania się całkowicie w poszukanie satysfakcjonującej pracy, nawet gdybym musiała się przekwalifikować. Nie chciałam, by czterdziestka zastała mnie w tym magazynie – opowiada. 

Zaradności można się...

– Nie zawsze byłam taka – podkreśla Dorota. – Właściwie to nawet czasem sama się jeszcze sobie dziwię, że robię coś szybko, odważnie, nie myślę o ewentualnej porażce. Kiedyś było inaczej. Spędziłam 19 lat w związku, który z zewnątrz można by pewnie uznać za udany, z drugiej strony nie pozwalał mi się rozwijać, wręcz tłamsił mnie i sprawiał, że czułam się niewiele warta. Jeśli od bliskiej osoby słyszysz słowa dołujące zamiast wspierających, to trudno dobrze o sobie myśleć – przyznaje. Do Anglii przyjechała siedem i pół roku temu. Dojechała do męża, który pracował tutaj już dziewięć miesięcy. Najpierw miała kiepską pracę „w kwiatkach”, jak większość mieszkańców Bedford, potem prowadziła wraz z mężem punkt naprawy laptopów i telewizorów. W związku nie działo się dobrze, a wspólna praca zamiast łączyć coraz bardziej dzieliła. – Czasem klienci byli świadkami nieprzyjemnych napięć między nami – przyznaje Dorota.

Nie chciała tak trwać we frustracji. Postanowiła z tym zawalczyć. Szukała diagnozy, rozwiązań, terapii. Skoro nie zadziałało, postanowiła zakończyć niszczący ją związek, by nie pozwolić sobie na zmarnowanie kolejnych nastu lat życia. – Skoro zadecydowałam o rozstaniu, to nagle musiałam nauczyć się radzić sobie sama ze wszystkimi trudnymi życiowymi sytuacjami: przede wszystkim znaleźć mieszkanie i dobrą pracę, a na bieżąco rozwiązywać codzienne problemy. Życie więc na mnie wymusiło to, że dziś jestem konkretna, szybko podejmuję decyzje i nie rozmyślam zbyt wiele o potencjalnych niepowodzeniach. Ale to nie znaczy też, że się nie boję. Po prostu działam pomimo lęku – podkreśla.

Zmienić myślenie

„Toksyczne słowa” to tytuł książki, po którą Dorota sięgnęła, gdy czuła, że w związku naprawdę dzieje się źle. Po tej lekturze wiele się wyjaśniło. – Przyjrzałam się swoim relacjom z ludźmi i postanowiłam, że nie pozwolę się już więcej ranić ani wykorzystywać – mówi. Chciała też pomóc w tej kwestii innym. – Nie wszyscy się orientują, że ich problemom można zaradzić. Rozmawiam z ludźmi i widzę, że często źródłem kłopotów nie jest bezpośrednio arogancki szef czy partner stosujący przemoc, ale to, co myślimy na swój temat. Jeśli ktoś ma niską samoocenę to w pewnym momencie pozwoli się źle traktować – wyjaśnia. Dlatego Dorota chciała założyć organizację, która będzie pomagać ludziom w trudnych sytuacjach: mobbingu, bullyingu, przemocy w związku, toksycznych relacjach. Będzie edukować i wspierać.

Dlaczego to takie ważne? – Każdego dnia, kładąc się wieczorem do łóżka naszą głowę rozsadzają tysiące myśli o tym co zrobił lub powiedział toksyk – pisze Dorota na swoim blogu „Ślady po tobie”. – Zaczynamy mieć problemy ze snem, bo nie potrafimy ukoić skołatanych nerwów. Rano wstajemy rozdrażnieni i zmęczeni, a galop myśli rozpoczyna się wraz z pierwszym sygnałem budzika. W pracy zaczynają się problemy z koncentracją i często zdarza nam się być nieprzyjemnym dla współpracowników. Zdarza nam się wyładować na kimś swoją złość, bo nie umiemy sobie poradzić ze złymi emocjami i nie potrafimy poprosić o pomoc. A taka pomoc jest nieodzowna… (...) – Pomóc można tylko w jeden sposób: docierając do źródła problemu i zmieniając sposób myślenia o sobie. Każda inna pomoc może być niewystarczająca – twierdzi Dorota. Doświadczyła tego pracując na rzecz innych w British Polish Integration Centre. – Rozmawiając z osobami, które mają trudności np. ze znalezieniem pracy czy w relacjach z partnerem dostrzegam, że problem tkwi głębiej: ktoś w głębi ducha nie wierzy w swoje umiejętności, ktoś uważa, że bliska osoba ma prawo stosować przemoc. I dlatego za jakiś czas może znowu szukać pomocy, bo nie utrzyma z trudem zdobytej pracy lub znowu da się zastraszyć partnerowi – tłumaczy.

Marzenie o fundacji

Choć Dorocie zamarzyło się stworzenie organizacji, w której osoby z problemami znalazłyby kompleksową pomoc, to od planu do realizacji droga jest daleka. – Nie zraża mnie to – zastrzega Polka. – Zdobędę potrzebne środki na rozkręcenie fundacji i zbiorę grupę zapaleńców, którzy będą chcieli działać. Najwyżej potrwa to jakiś czas, dopóki nie znajdę sposobu na zrealizowanie tego planu. Z drugiej strony, jestem niecierpliwa, bo chciałabym, żeby osoby, które potrzebują wsparcia tkwiąc w trudnych sytuacjach, miały już teraz gdzie szukać pomocy – tłumaczy. Dlatego Dorota pisany przez siebie blog sprytnie postanowiła przekształcić w miejsce, gdzie będzie można znaleźć realną pomoc. Postanowiła poszerzyć jego formę i uzupełnić treści o wywiady z ekspertami, adresy punktów pomocy dla osób w przemocowych związkach, zalecane kursy, warsztaty i terapie, wreszcie o ważne numery telefonów. – Do tej pory był on czytany bardziej jako tekst literacki. Ale pomyślałam, że uzupełnienie go o poradnikowe treści może być ważne. Być może kogoś, kto przeżywa podobne do moich kłopoty, zachęcę do zmiany w życiu, do zawalczenia o siebie – podkreśla Dorota Schwałkowska. – Jestem spokojny o ten projekt – uśmiecha się Andrzej Gąsienica i dodaje: – Dorota jeszcze nie raz nas zadziwi.

Anna Dobiecka

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę