Menu


Wyspy czekają na polskie elity

Wyspy czekają na polskie elity
Milionowa rzesza Polaków w Wielkiej Brytanii wciąż czeka na elity, które zadbają o jej interesy na Wyspach.

Liczby nie kłamią – spis powszechny ujawnił, że na Wyspach przynajmniej 546 tys. osób posługuje się językiem polskim. To czyni go drugim najpopularniejszym językiem. Polska diaspora rozrosła się do niezwykłych rozmiarów i powinna mieć  wpływ na życie społeczne i brytyjską politykę. Ale nie ma. Polskie elity, choć istnieją, są słabe, rozdrobnione i zajęte głównie sobą. 

– Polacy, głównie „nowej emigracji” są rozsiani, wchłonięci przez lokalne społeczności. Na działanie poza pracą nie mają czasu – uważa Łukasz Filim, mieszkający w Londynie szef Polish Professionals London, klubu skupiającego emigrantów z dorobkiem zawodowym.
 
Czy polskiej emigracji brakuje silnych elit, rozumianych jako grupa autorytetów nadających kierunek? Liderów opinii, znanych tak Polakom, jak i Brytyjczykom? Być może. Zwłaszcza ci ostatni nie znają żadnego Polaka, który mógłby skomentować polskie sprawy. Najpewniej z tego właśnie powodu w materiale BBC o Censusie i jego „polskich” wynikach, w roli komentatora tego przecież bardziej socjologicznego niż biznesowego zjawiska, wystąpił właściciel sieci sklepów spożywczych Mleczko. Aż prosi się o to, by głos w BBC, najważniejszej tutejszej telewizji, zabrał ktoś na miarę prof. Normana Daviesa w Polsce. Takich Polaków jednak w Wielkiej Brytanii brak. 
 
Dlatego zmiana stereotypów związanych z nacją Polaków będzie ciężkim zadaniem. Kto ma to zrobić? Ci zaangażowani to nikły procent tak starej, jak i nowej emigracji. – Za każdym razem, gdy spotykamy się u ambasadora, widzę te same twarze, niewielką grupę ludzi – mówi Dorota Zimnoch, szefowa dość elitarnego (ok. 100 osób) Polish City Club, skupiającego śmietankę polskich profesjonalistów. 
 
– Przez obojętność tracimy finansowo i społecznie. Brakuje małych polskich organizacji, centrów pomocy, tłumaczeń, itp. Są na to pieniądze w lokalnych councils. Tylko że nikt ich nie chce wziąć – mówi Agata Dmoch, absolwentka studiów MBA, która prowadzi m.in. polską szkołę w Birmingham. 
 
Polskie elity milczą na temat spraw, o których dyskutuje Wielka Brytania. Dlaczego? Kraj na zmianę walczy z recesją lub nikłym wzrostem, wprowadza drakońskie oszczędności. Nie słychać, aby ktoś z tak przecież licznej polskiej diaspory zabierał głos w tej sprawie, broniąc interesów często niezamożnych przybyszów z Polski. 
Nie słychać też polskiego głosu w sprawie brytyjskiej polityki, która coraz bardziej podkreśla eurosceptycyzm. Zapowiedzi referendum o wyjście z Unii, drugie miejsce antyemigranckiej partii UKIP w niedawnych wyborach uzupełniających w Eastleigh, powinny być dzwonkiem alarmowym dla polskich elit. Ale nie były – nie widać, by te wieści wzbudziły jakikolwiek niepokój wśród polskich elit w Wielkiej Brytanii. Obojętność wobec sukcesów UKIP, żądającej m.in. odejścia wielokulturowości w szkołach, może niebawem odbić się czkawką.
 
To wszystko nie znaczy oczywiście, że polskich elit nie ma. Setki ludzi działających w londyńskim POSK i dziesiątkach polskich organizacji, redaktorzy polskich gazet, działacze polonijni – to niewątpliwie elita emigracji popychająca polskie sprawy do przodu. Bywa jednak i tak, że elity te plączą się w dość hermetyczne, oceniając z zewnątrz, spory.
 
Dziś na nowo aktualne stało się pytanie; kto właściwie jest elitą? – Moim zdaniem elitą są dziś ci, którzy osiągnęli sukcesy zawodowe – pracują w londyńskim City czy na Canary Wharf. To managerowie najwyższego szczebla, inżynierowie, architekci – mówią zgodnie Łukasz Filim i Agata Dmoch. – Elitą zdecydowanie można nazwać tylko tych, którzy mają wpływ na lokalną społeczność i rzeczywistość – dodaje Zimnoch. Wg niej aspirować do elity mogą tylko ludzie z wartościami, spostrzeżeniami na temat polsko-brytyjskiego współżycia i chęcią do działania. 
 
Od pewnego czasu na „rynku” polskich elit panuje spory ruch. Zaczęły wykluwać się nowe inicjatywy, których założyciele i działacze nie ukrywają, że mają na celu dołączenie do już istniejących elit i wytworzenie nowych. Tak działają m.in. wspomniane już kluby zrzeszające profesjonalistów – Polish Professionals London i Polish City Club. – Chcę, żebyśmy działali nie tylko na zasadzie towarzystwa wzajemnej adoracji. Chcemy raczej być grupą „chłopców z Eton”, którzy pomagają sobie wzajemnie, kojarzą interesy, dają kontakty, tworzą lobby polskich interesów, itd. – opisuje Zimnoch.
 
Podobne cele stawiają sobie członkowie PPL. Na razie kluby planują działania mające na celu uaktywnienie mniejszości – chcą m.in. zachęcać Polaków do głosowania. W przyszłości chcą wyłonić kandydatów do councils. A kiedyś wprowadzić polskich posłów do parlamentu.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę