Menu


Moje osobiste pożegnanie. Wywiad z Joanną Czechowską

Moje osobiste pożegnanie. Wywiad z Joanną Czechowską

Z Joanną Czechowską, pisarką, autorką „Sweetest Enemy”, rozmawia Anna Szlejter

Skąd pomysł napisania powieści o Polakach?
 
Mój ojciec był Polakiem, był zafascynowany polską kulturą. Pierwsze zapiski zrodziły się ze wspomnień z dzieciństwa. Po publikacji pierwszej powieści otrzymałam wiele maili od emigrantów drugiego pokolenia, takich jak ja. Pojawiała się w nich refleksja, że czytając moją powieść czuli się, jakby czytali o sobie. Stwierdziłam, że jestem gotowa do napisania powieści, która będzie swego rodzaju kontynuacją „Goodbye Polsko”, a jednocześnie moim osobistym pożegnaniem z krajem mojego pochodzenia.
 
Do kogo adresowała pani tę powieść?
 
Pierwsze zapiski pisałam dla siebie. To był rodzaj opowieści, którą sama chciałbym przeczytać. Stąd narodził się pomysł, aby opublikować moje zapiski. Myślałam, że powieść ta zainteresuje głównie drugie pokolenie polskiej imigracji. Powieść cieszy się zaś też ogromnym powodzeniem wśród Polonii, która przybyła do Wielkiej Brytanii po 2004. Polacy utożsamiają się z poruszanymi problemami. Myślałam też, że będzie to historia skierowana głownie do kobiet, a wiele maili napisali mężczyźni. Powieść adresowana jest zatem do wszystkich.
 
Jakie jest główne przesłanie tej książki? 
 
Głównym przesłaniem jest to, że wszyscy ludzie, bez względu na narodowość i różnice kulturowe, są tacy sami. Tak jak szekspirowski Shylock powiedział: „Jeśli zranisz nas, myślisz, że nie będziemy krwawić?” Wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy nauczyć się żyć razem.
 
Książka mówi o dylemacie podwójnej tożsamości. To problem, który coraz częściej dotyka Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Według pani podwójna tożsamość poszerza horyzonty człowieka czy jest przyczyną izolacji?
 
Człowiek może czuć się samotny i odizolowany w nowym kraju. Lekiem jest stanie się częścią poznawanej kultury, języka, historii, nawiązywanie przyjaźni. Myślę, że jeśli polscy imigranci zostaną na stałe w Wielkiej Brytanii, będą musieli zmierzyć się z dylematem podwójnej tożsamości, szczególnie jeśli mają tu dzieci. Dzieci będą czuć się bardziej Brytyjczykami niż Polakami. Ich rodzice będą musieli to zaakceptować.
 
Czy ma pani z tym problemem?
 
Nie. Moja matka jest Angielką. Jedynym problemem jest wytłumaczenie ludziom, jak się pisze i wymawia moje nazwisko.
 
Jak według pani zmieniło się na przestrzeni lat 80. i 90. społeczeństwo polskie?
 
Odwiedziłam Polskę w 1984 (byłam wcześniej w 1965, 1970 i 1977). Polacy pokazali mi całą swoją literaturę Solidarności, wydawaną nakładami wydawnictw podziemnych. Kolejny raz odwiedziłam Polskę w 2001 roku. Nie mogłam uwierzyć w różnicę. Mój kuzyn zbudował piękny dom, w pobliżu był supermarket. Nigdy nie widziałam takiego miejsca wcześniej – nawet w USA, gdzie mieszkałam przez pięć lat. Niesamowite było dla mnie obserwowanie tak daleko idących zmian. 
 
Czy młodzi Polacy, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii po 2004 różnią się od poprzedniej emigracji?
 
Pokolenie mojego ojca przybyło do Wielkiej Brytanii jako uchodźcy wojenni. Nie planowali się tutaj osiedlić, zostali do tego zmuszeni przez okoliczności. Było im bardzo ciężko, wielu z nich nigdy nie otrząsnęło się po tym co widzieli na wojnie, pozostała im trauma na całe życie. Gdy przybyli do Wielkiej Brytanii, ten kraj również był bombardowany,  brakowało żywności, itp. Wiedzieli, że nie mogą wrócić do domu. Ci, którzy przyszli po 2004 mogą wrócić do domu, jeśli tego chcą. Mają łatwiej, niemniej jednak życie za granicą to bardzo odważny krok.
 
Jak Polacy są postrzegani przez Brytyjczyków?
 
Wielu Brytyjczyków uważa, że Polacy są pracowici i godni zaufania. Brytyjska klasa średnia docenia polskich pracowników i ma o nich dobrą opinię. Starsi ludzie pamiętają Polaków, ich wkład wniesiony w czasie wojny. Klasa robotnicza uważa, że nowi pracownicy „ukradli ich pracę”. Nie sądzę, że jest to prawda, ale to typowe dla ludzi winić cudzoziemców za to, że ich życie nie wygląda dokładnie tak jakby sobie tego życzyli. Dzieje się tak w każdym kraju, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy zaczynają się martwić teraz o Bułgarów i Rumunów przybywających w dużych ilościach.
 
Czy próbuje pani pielęgnować polskie tradycje w twojej rodzinie?
 
Nadal mamy w moim domu tradycyjną kolację wigilijną. Jesteśmy w stałym kontakcie z moimi kuzynami, Hanną Cygler, pisarką, moją kuzynką, która mieszka w Gdańsku. Kiedy byłam dzieckiem, moja babcia mieszkała z nami i ona nauczyła mnie mówić doskonale po polsku. Mój ojciec, który był w RAF w czasie wojny, założył Polski Klub w Derby i razem z rodziną spędzaliśmy tam każdy weekend. Po śmierci mojej babci, a później mojego ojca, wiele polskich obyczajów i tradycji zniknęło z mojego życia – razem z nimi.
 
Czy ma pani plany, aby pisać dalej historię rodziny?
 
Nie mam żadnych planów, ale jest to możliwe. Kto wie, czy w ciągu dnia nie podejmę decyzji o trylogii?

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę