Menu


Niewiadoma ws. Brexitu

Niewiadoma ws. Brexitu shutterstock

W połowie stycznia politycy będą głosowali nad tym, co dotychczas ustaliła Theresa May w sprawie Brexitu. Na razie pewnych danych nie ma dużo, a marzec zbliża się wielkimi krokami.

Niektórzy Polacy zdziwili się, gdy dwa dni po Świętach spędzonych z najbliższymi, podczas relaksu ze smartfonem w dłoni, przeczytali w mediach społecznościowych przypomnienie od Home Office o tym, że już za kilka miesięcy trzeba będzie się zarejestrować, by móc zostać na Wyspach (co dla wielu rodzin wiąże się z setkami funtów wydatków). Zdaniem organizacji zrzeszających imigrantów z krajów Unii the3million, moment na takie ogłoszenie nie był wybrany fortunnie, bo Święta to raczej czas, gdy nie wypada przypominać o takich rzeczach. Pokazuje to, że dla wielu to wciąż delikatny temat. Również wśród polityków, bo nadal nie ma finalnych ustaleń co do kształtu Brexitu.

Problemy na irlandzkiej granicy

Na razie poza tym, że trzeba się będzie zarejestrować, wiadomo tylko, że aby wyjść z Unii, sama Wielka Brytania będzie musiała zapłacić 39 bln funtów. Większe kontrowersje dotyczą granicy z Irlandią. Gdyby granica pozostała otwarta, to po Brexicie towary (i osoby) które dotarły do Irlandii z innych krajów Unii, mogłyby bez przeszkód wjeżdżać na teren Wysp. To sprzeczne z ideą Brexitu. Alternatywnie sama Irlandia musiałaby być poddana pewnym restrykcjom ze strony innych państw, ale na tym jej nie zależy, bo mieszkańcy kraju nie zamierzają płacić za polityczne decyzje sąsiadów. Z kolei gdyby pojawiła się granica, to wyspa jak przed laty zostałaby podzielona na pół, co może oznaczać nawet powrót do ówczesnych zamieszek. Pomysłem Unii na wyjście z impasu jest wprowadzenie kontroli gdzieś na morzu Irlandzkim i pozwolenie Irlandii Północnej na handel na zasadach bardziej zbliżonych do tych obowiązujących w całej Unii, niż w reszcie kraju. To nie podoba się części polityków – granica, choćby tylko celna, oddzielająca jedną część Zjednoczonego Królestwa, to w kontekście niedawnego przecież głosowania za samodzielnością Szkocji (aż 44 proc. osób zagłosowało „za”), potencjalna katastrofa. Konserwatyści narzekają dodatkowo, że nie po to głosowali za Brexitem, by tak niewiele się zmieniło jeśli chodzi o handel – w końcu jednym z głównych argumentów było otwarcie Wysp na handel ze światem bez pośrednictwa Unii. 

Ostatni dzwonek dla przedsiębiorców

Zanosi się jednak, że tak będzie do końca okresu przejściowego, o ile nie zostanie wynegocjowane korzystniejsze rozwiązanie lub nie zostanie uchwalony „no-deal” Brexit, czyli scenariusz, w którym wszystkie reguły przestają obowiązywać w marcu 2019 roku, a okres przejściowy nie obowiązuje. Wcześniej uważano to za najgorszy, prawie niemożliwy wariant. Jednak na mniej niż 100 dni przed „godziną zero” przy braku ustaleń, wielu przedsiębiorców zaczyna planować na wypadek takiej możliwości. Rząd zresztą do tego zachęca – rozesłał ostatnio 140 tys. listów do dużych firm, namawiając je do planowania również na taką ewentualność. Duże firmy od dawna są przygotowane, ale wielu szefów mniejszych firm jest oburzona. Trzy miesiące to zbyt mało, by cokolwiek zaplanować w branżach, gdzie dostawy i proces produkcji trwają tygodniami. 

 Związki przedsiębiorców przestrzegają też, że kraj mogą czekać w tym roku ciężkie chwile jeśli chodzi o wpływy do budżetu. Co roku tysiące osób otwiera własną firmę. Co najmniej do marca trudno się spodziewać, by ktokolwiek zajmujący się importem czy eksportem podjął takie ryzyko, nie wiedząc, co go czeka. Bardziej zapobiegliwi przenoszą magazyny czy biura za granicę, by mieć spokój.  

Rządy wcale nie takie przewidywalne

Wielu Polakom rządy w Wielkiej Brytanii kojarzą się z przewidywalnością i odpowiedzialnością. Dlatego tak szokuje, że na trzy miesiące przed wyjściem z UE wciąż tak niewiele wiadomo. W grudniu Komisja Europejska ujawniła swoje plany na wypadek, gdyby do marca nie udało się osiągnąć porozumienia. Chodzi o to, by nie sparaliżować kontynentu: loty do i z krajów Unii mają odbywać się jak zwykle jeszcze przez rok, a przez 9 miesięcy swoje towary na Wyspy będą mogli wwozić kierowcy bez pozwoleń. Podobne ramowe zasady mają obowiązywać przy przewożeniu zwierząt, roślin i w przypadku niektórych usług bankowych. Wszystko to jednak do czasu, a o terminie rezygnacji z łagodnych zasad Unia nie będzie musiała uprzedzać Wysp. Unijni urzędnicy ostrzegają też, że w marcu mimo to stracą ważność brytyjskie paszporty dla zwierząt, brytyjskie banki nie będą mogły działać w Europie jak wcześniej, a na granicach będą opóźnienia, bo towary czy zwierzęta wwożone i wywożone z Unii muszą być kontrolowane bardziej niż do tej pory. Duża część Brytyjczyków nie pamięta już czasów szlabanów na granicach, więc kojarzy kontrole i celników tylko z drobnymi niedogodnościami. Bardziej przerażeni są Polacy, którzy pamiętają PRL lub choćby przekraczali kiedyś granicę Polski z Białorusią czy Ukrainą. Biorąc pod uwagę widmo terroryzmu i już teraz gorącą sytuację w Calais, spodziewają się oni wielogodzinnych przestojów i drobiazgowych kontroli.

Premier przekłada głosowanie

Głosowanie nad ramowymi warunkami Brexitu miało się odbyć 11 grudnia, ale Theresa May przesunęła je na połowę stycznia. Część opozycji narzeka, że pani premier nie pyta ich o zdanie, a jedynie pozwala im zagłosować za lub przeciw propozycjom, na jakie zgodziła się Unia. Wielodniowe głosowania zajmą czas, a tego i tak będzie już wtedy bardzo mało. W efekcie w praktyce posłowie będą musieli zgodzić się na propozycje May, ryzykując, że jedyną alternatywą jest „twardy”, a więc najbardziej radykalny Brexit. Byłby on tak niekorzystny dla brytyjskich biznesów czy obywateli, że większość polityków chce go uniknąć za wszelką cenę. Minister sprawiedliwości powiedział nawet, że w przypadku „twardego” Brexitu poda się do dymisji. Media wskazują, że wcześniej zwolennicy wyjścia mogli snuć scenariusze, w których Wielka Brytania miała mniej lub bardziej korzystne warunki wyjścia z Unii. Teraz już będą głosować w obliczu faktów, a te okazują się na razie mniej obiecujące dla Wysp niż w zapowiedziach przed lub tuż po referendum.  

Skutki późnego kompromisu

Wiele wskazuje więc, że porozumienie – choć bardzo późno – zostanie osiągnięte. Dla Polaków byłaby to dość dobra wiadomość. Studenci, pracownicy czy rodziny, którzy mieszkają od dawna na Wyspach, nie odczują w marcu pogorszenia swojej sytuacji i wszystko wskazuje na to, że będą mogli zostać. Nie muszą się obawiać problemów z zapisaniem dzieci do szkoły czy leczeniem się. To się udało, bo tak, jak ponad 3 mln obywateli UE mieszka w Anglii czy Walii, tak samo w innych państwach Europy pozostaje ponad milion Brytyjczyków. Rządowi żadnego kraju dotychczasowej Unii nie zależało, by komplikować życie swoich mieszkańców, więc udało się dość gładko osiągnąć porozumienie pomiędzy 28 krajami. Przedsiębiorcy z Irlandii Północnej mogą mieć jednak od marca problemy z wwiezieniem swoich towarów do Wielkiej Brytanii i za południową granicę. Jeśli to mieszkańcy tego regionu najmocniej stracą na decyzji o Brexicie, mogą się szybko zbuntować. Szczególnie, że tu „przeciw” głosowało prawie 56 proc. osób. Choć jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się to niemożliwe, po Brexicie może się okazać, że kraj będzie w lepszej sytuacji osobno, a nie jako członek wspólnoty.

As w rękawie pani premier

Jest jeszcze jedna możliwość, o której mówi się coraz głośniej. Wycofanie się z decyzji o Brexicie początkowo uważano za niewykonalne. Jednak dziś, widząc jak wiele problemów rodzi wyjście z Unii, coraz więcej polityków mówi o tym głośno. Okazuje się też, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom Unia nie „ukarze” nas pogorszeniem pozycji Wielkiej Brytanii w ramach wspólnoty. Tak twierdzi rzecznik generalny Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Manuel Campos Sánchez-Bordona. Wprawdzie jego stanowisko nie jest ostateczne dla całego Trybunału, ale w przeszłości najczęściej pokrywało się z tym, co później orzekał sąd. Jego zdaniem rząd może się wycofać z decyzji, a unijni urzednicy nie muszą na to wydawać zgody. Pojawiają się głosy, że „gra na czas” ma na celu doprowadzenie do punktu, w którym nawet najbardziej zagorzali zwolennicy Brexitu będą woleli się jak najszybciej wycofać niż biernie oczekiwać na problemy, które zaczną się w marcu. Tu jednak pojawia się inny problem. Marzec zbliża się wielkimi krokami. Możliwe, że przeciąganie politycznej walki i negocjacji sprawi, że zwyczajnie zabraknie już czasu na zmiany, a szczególnie na ponowne referendum. Bez niego wycofanie się z Brexitu, za którym zagłosował lud, byłoby kontrowersyjne i mogłoby pogrążyć Theresę May.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę