Menu


Rok 2017 w twojej kieszeni

Rok 2017 w twojej kieszeni

Wiele korzystnych zmian odczują m.in. rodzice, biznesmeni czy osoby szukające mieszkania. Powody do narzekań mogą mieć niektóre samotne mamy, bo będzie mniej dodatków i młodzi dorośli, bo praca będzie bardziej opłacalna niż pobieranie zasiłków.

Najwięcej zmian odczują rodzice. Po pierwsze, o wiele łatwiej będzie im teraz opłacić nianię czy inną formę opieki nad dziećmi. Zaledwie kilka lat temu poprzedni system zastąpiono voucherami, za pomocą których to pracodawca miał dokładać się do kosztów opieki. – Wiem o tym tyle, co przeczytam w gazetach – mówi 35-letnia Marta Kozak, która mieszka z córką w Londynie i pracuje w małej myjni samochodowej. – Szefa nie miałam o to co pytać, bo nawet o wypłacanie pełnej pensji muszę się kłócić. Sama też się nigdzie nie zgłaszałam, bo tylko by z tego były kłopoty w pracy – tłumaczy. Zdarzało się, że rodzice, którym pracodawca przyznał vouchery, trzymali je na wypadek, gdyby dodatkowa opieka nad dziećmi była im najbardziej potrzebna. Jak podaje „The Telegraph”, jedna z takich rodzin straciła ponad 5 tys. funtów, które „przeterminowały się” i pewnego dnia bez ostrzeżenia zniknęły z ich konta. Rodzicom niepracującym vouchery nie były przyznawane, przez co te osoby miały znacznie utrudnioną możliwość znalezienia pracy czy też odbycia jakichkolwiek kursów zawodowych. Z kolei w rodzinach, w których tylko jedna osoba pracowała, niekiedy trudno było określić, czy pomoc się należy czy też nie.

Prostszy system

Teraz ma być dużo prościej. Osoby, które zarabiają poniżej 150 tys. funtów rocznie i nie pobierają zasiłku, mogą liczyć na pokrycie z państwowych środków 20 proc. kwoty opieki nad dzieckiem rocznie. Maksymalnie można więc zaoszczędzić w ten sposób 1.200 funtów. – Brzmi prosto, a to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że taki system się przynajmniej utrzyma, bo rewolucje co kilka miesięcy zaczynają mnie już denerwować – przyznaje 30-letnia Karolina Piekarska, która w Birmingham mieszka z mężem, dwuletnią Julką i sześcioletnim Kacprem. Tax-free Childcare Scheme obejmie wszystkich rodziców do końca roku, a w pierwszej kolejności zostaną zapisani ci, którzy mają najmłodsze dzieci. Jednocześnie wygaszane będą vouchery (choć póki co osoby, które korzystają z nich i są zadowolone, nie muszą z nich rezygnować). Jednak ci, którzy dotychczas ubiegali się o Tax Credit, nie będą mogli wykorzystać nowej formy pomocy.

Wysokie dopłaty

Osoby, które zakwalifikują się do nowego Universal Credit, mogą zyskać nawet 85 proc. dopłaty do kosztów niani czy przedszkola. Wystarczy, że w rodzinie pracuje tylko jedna osoba i jej pensja jest za niska, by pokryć opiekę (dotyczy to też rodziców samotnych). Pomoc tego typu może wynosić do 646 funtów na jedno dziecko i 1.108 funtów przy dwójce lub większej ilości maluchów. Kolejna zmiana ucieszy pracujące mamy i ojców 3- i 4-letnich. Wcześniej takim rodzinom przysługiwała darmowa opieka dla dzieci w wymiarze do 15 godzin w tygodniu. – Wiadomo, że tak naprawdę dla kogoś kto pracuje na pełen etat, to zaledwie dwa dni opieki. Jasne, lepsze to niż nic, ale za pozostałe trzy dni przedszkola trzeba płacić z własnej kieszeni – wyjaśnia Karolina z Birmingham. Teraz osoby takie jak ona, które pracują powyżej 16 godzin tygodniowo i zarabiają mniej niż 100 tys. funtów rocznie, będą mogły liczyć na dwa razy dłuższą darmową opiekę zapewnioną przez państwo. – Super rozwiązanie – cieszy się Karolina. – Przy dwójce dzieci to naprawdę robi dużą różnicę, jeśli chodzi o koszty – podkreśla.

Mniej dodatków

A które zmiany będą mniej korzystne? Dotkną one głównie najbiedniejszych i tych, którzy nie pracują. Po pierwsze, Tax Credit dla osób o niskich dochodach nie będzie jak dotychczas przyznawany dla każdego dziecka, ale do maksymalnie dwójki dzieci. Poza tym z dodatku na dzieci zniknie „Family Element”, który wynosił dotychczas do 545 funtów rocznie. Dotyczy to jednak tylko dzieci, które urodzą się po 6 kwietnia tego roku. Rodziny, które mogły korzystać z takiej pomocy do tej pory, nie zostaną jej pozbawione. W przypadku Universal Credit od tego czasu nie będzie można pobierać dodatku zwanego „first child premium”. Obcięcie dodatku rodzinnego już w kwietniu ubiegłego roku zniknęło z Housing Benefit.

Zasiłki nie dla każdego

Ostatnio zmniejszył się też Benefit Cap, czyli limit dochodów, powyżej którego nie można już liczyć na zasiłek. Od teraz wystarczy zarabiać 23 tys. funtów w Londynie i 20 tys. poza nim, by zasiłki nie przysługiwały. W przypadku samotnych rodziców limity te wynoszą odpowiednio 15.410 funtów i 13.400 funtów. – Jak się ma jedno dziecko, to na pewno wystarcza na życie, ale przy dwójce czy trójce to naprawdę nie są duże pieniądze. Szczególnie, jeśli samemu się utrzymuje dom – uważa Patrycja, 32-letnia mama Łukasza i Szymona, która pracuje w jednym z supermarketów w Carlisle. Sama zarabia niecałe 1.200 funtów miesięcznie (pracuje 35 godzin w tygodniu) i dotychczas musiała korzystać z zasiłków. Rządzący jednak przychylili się do głosów osób w najcięższej sytuacji, czyli rodziców dzieci niepełnosprawnych. Przy okazji poprzednich prób ograniczania ich limitami zarobków tłumaczyli oni, że opieka nad ciężko chorymi dziećmi wymaga na co dzień od całej rodziny tak olbrzymich nakładów czasu i środków, że traktowanie ich tak samo, jak rodziców zdrowych dzieci jest niesprawiedliwe. Świadczenia dla opiekunów osób niepełnosprawnych nie zostały więc objęte limitami.

Coś dla samotnych

Darmowa opieka nad najmłodszymi i ułatwienia w pokryciu jej kosztów mają zachęcić wszystkich rodziców, by pracowali, zamiast pobierać świadczenia. – Wcześniej wielu rodziców z jakimi miałam do czynienia mówiło, że nie opłaca im się iść do pracy, bo i tak nie będzie ich wtedy stać na opiekę, więc będą się musieli szybko zwolnić. Teraz nie mają tego argumentu i o to chodziło: żeby praca była zawsze bardziej opłacalna niż życie na koszt państwa – tłumaczy Lucy Barclay, pracownica socjalna z Londynu. Gdy w całym kraju zostanie dla wszystkich wprowadzony Universal Credit, nacisk na wybieranie pracy zamiast „socjalu” będzie jeszcze większy. Rodzice dzieci powyżej trzeciego roku życia, również ci samotnie prowadzący dom, dostaną wtedy świadczenie tylko pod warunkiem, że będą aktywnie szukać zatrudnienia i rozliczać się z postępów przed pracownikiem z urzędu pracy. To właśnie samotne matki i ojcowie mogą jako jedni z nielicznych odczuć pogorszenie swojej sytuacji po zmianach. Jak wylicza „The Mirror”, rząd obiecuje pomoc do 85 proc. kosztów opieki nad dzieckiem tygodniowo, co daje maksymalnie 149 funtów. Tymczasem opieka kosztuje dziś więcej: w Londynie średnio 283 funty tygodniowo, a poza nim 212 funtów. Tabloid zwraca uwagę, że limity zostały ustalone dziesięć lat temu, a koszty opieki od tego czasu gwałtownie wzrosły. Wniosek? Niektórym samotnym rodzicom nadal bardziej niż pracować, będzie się opłacało zostać z dzieckiem w domu.

Marsz do pracy

Inne zmiany dotyczą ludzi, którzy dopiero za jakiś czas założą rodzinę, a więc najmłodszych dorosłych. Również od kwietnia osoby w wieku 18-21 lat nie będą miały już tak prosto, jeśli chodzi o pobieranie zasiłku. Najdalej w sześć miesięcy od złożenia wniosku o Universal Credit będą one musiały zapisać się na szkolenie zawodowe, staż lub pójść do pracy. 19-letnia Monika z Giżycka, która za kilka miesięcy zda maturę, a po niej zamierza ruszyć prosto do Londynu, nie widzi w tej zmianie nic złego. – Jeśli urząd pracy znajdzie mi staż czy szkołę, to tym lepiej dla mnie. Zasiłek to ostateczność, nie zamierzam z niego korzystać, ale jeśli już by tak się zdarzyło, to lepiej zdobyć nowe kwalifikacje, niż siedzieć w domu – ocenia. Jednocześnie takie osoby nie będą mogły dostawać dodatku na mieszkanie. Wszystko to ma sprawić, by młodzi, zdrowi ludzie utrzymywali się sami, a nie z pomocy państwa.

Bez nieuczciwych opłat

Skoro już mowa o mieszkaniach, warto wspomnieć o innej ciekawej zmianie, jaka zostanie wprowadzona w tym roku. Chodzi o opłaty, jakie agenci nieruchomości „z góry” pobierali dotychczas od osób szukających mieszkania. – Za referencje, przedpłatę, depozyt za to, że chcemy wprowadzić się do mieszkania z psem – wylicza 44-letni Jacek, kierowca z Poznania, którego z żoną kilka lat temu do wynajęcia domu na Wyspach zniechęciły właśnie setki funtów, jakie musiał zapłacić na wstępie za samo oglądanie mieszkań. Teraz agencje nieruchomości nie będą mogły żądać takich opłat, zanim najemcy znajdą mieszkanie. Równocześnie ma się też zwiększyć dostęp do mieszkań socjalnych. Chodzi o obłożenie czynszem w rynkowej stawce gospodarstw domowych, których mieszkańcy zarabiają łącznie 31 tys. funtów rocznie poza Londynem i 40 tys. w stolicy. Dzięki temu mieszkania i domy z niższym czynszem trafiłyby do tych, którzy rzeczywiście najbardziej tego potrzebują. Ustawa miała początkowo wejść w życie w kwietniu, ale po protestach rząd na razie zapowiada, że jeśli do tego dojdzie, to najwcześniej jesienią. I trudno się dziwić, bo z wyliczeń „The Independent” wynika, że para, w której obie osoby zarabiają zaledwie po 15.500 funtów rocznie, mogłaby się liczyć z podwyżką w wysokości ponad 100 funtów miesięcznie.

Dla nastolatków i nie tylko

Wszystkim powinno się za to spodobać podwyższenie stawki dochodu wolnego od podatku o 500 funtów rocznie. Od kwietnia będzie można więc zarobić 11.500 nieopodatkowanych funtów, a w najbliższych latach limit ma wzrosnąć do 12.500 funtów. Na podobny krok zdecydował się od stycznia rząd polski, jednak tu kwota wolna od podatku nadal z brytyjskiej perspektywy jest symboliczna, bo wynosi zaledwie 6.600 złotych rocznie. – Ta kwota w Polsce to jakiś żart. Dotyczy chyba tylko młodzieży, która dorabia sobie roznoszeniem ulotek. Minie chyba ze sto lat, zanim dogonimy pod tym względem inne kraje Europy – wzdycha Jacek z Poznania. Mówi z własnego doświadczenia, bo jego 16-letni syn Dominik właśnie roznoszeniem ulotek dorabia przez większą część roku, a latem przez kilka tygodni zbiera w zaprzyjaźnionym gospodarstwie truskawki. W tym roku prawdopodobnie czeka go jego pierwsze w życiu rozliczenie podatkowe, bo zarobił średnio „aż” 550 złotych miesięcznie.

Drobny handel legalny

Na Wyspach plan ułatwiania życia tym, którzy zarabiają najmniej, nie kończy się na zwiększaniu limitów nieopodatkowanych zarobków. Osoby, które sprzedają na portalach aukcyjnych, wyprzedażach garażowych czy poprzez fora polonijne, nie będą musiały odprowadzać podatku od pierwszego tysiąca funtów rocznego obrotu. To samo będzie dotyczyło wynajmu na niewielką (do tysiąca funtów rocznie) skalę. Osoby, które podnajmują miejsce w pokoju czy podczas urlopu udostępniają swój garaż, będą więc mogły odetchnąć – od kwietnia zrobią to całkowicie legalnie. Wcześniej długo trwały spory pomiędzy rządzącymi, którzy twierdzili, że za wynajem domu na lato czy sprzedaż niepotrzebnych ubrań należy się podatek – a dorabiającymi w ten sposób osobami, które żądały oddzielenia ich od ludzi posiadających firmy i zarabiających tak na pełen etat. Wydaje się, że udało się osiągnąć kompromis w tej sprawie.

Uczciwszy podatek

Sporo zmieni się też dla właścicieli nieco większych biznesów. Z danych Companies House wynika, że wydatki na podatek od przedsiębiorstw (business rate) są dla wielu z nich trzecią pod względem wielkości pozycją w budżecie, zaraz po czynszu i pensjach pracowników. Obejmuje on nie tylko biura, ale też sklepy, magazyny czy fabryki, choć na zwolnienie z podatku lub dużą zniżkę mogą liczyć np. organizacje dobroczynne czy biznesy prowadzone na wsi. Podatek jest uzależniony w dużej mierze od czynszów w okolicy, ale ostatnio aktualizowano go siedem lat temu na podstawie danych z... 2008 roku. Oznacza to, że np. w Londynie, gdzie ceny nieruchomości z roku na rok szybują w górę, od dawna nie odzwierciedla on realnej wartości nieruchomości. Uaktualnienie stawek ma według rządowych szacunków owocować obniżkami w 324 regionach i podwyżkami w 76 miejscach w kraju. Równocześnie mają zostać wprowadzone limity dotyczące tego, o ile może z roku na rok wzrosnąć ten podatek, co ma ułatwić przedsiębiorcom robienie planów. Najgorzej będzie w centrum Londynu, jednak nie zmartwi to raczej tysięcy drobnych przedsiębiorców, których i tak nigdy nie było stać na czynsze w tych okolicach. Jak wylicza „The Guardian”, na Dover Street, gdzie swoje butiki ma Victoria Beckham czy Alexander McQueen, podatek zostanie podwyższony aż o 415 proc. Tymczasem w Newport w Walii Południowej uaktualnienie stawek ma skutkować obniżką w wysokości 71 proc., a w Suffolk o 41 proc.

Oszczędność się opłaca (od kwietnia)

Ten rok zapowiada się też lepiej dla wszystkich tych, którzy chcą oszczędzać na starość, ale nie odpowiada im symboliczne oprocentowanie w wysokości niewiele ponad 1 proc., jakie oferuje ostatnio większość banków. Lifetime Individual Savings Account (LISA) to startujący wiosną rządowy projekt, dzięki któremu rocznie będzie można oszczędzić do 4 tys. funtów na 2,2 proc., czyli więcej niż wynosi dziś najlepsze oprocentowanie bankowe. Dodatkowo, jeśli uzbierane w ten sposób pieniądze zechcemy wydać na dom lub uzupełnienie emerytury, rząd dołoży nam 25 proc. do tego, co udało się uzbierać na koncie. Do projektu będą mogły przystąpić w ciągu najbliższego roku wszystkie osoby od 18. do 40. roku życia, a z wstępnych szacunków wynika, że może objąć ok. 2 mln osób. – Bardzo fajnie to brzmi. Zawsze warto oszczędzać na starość – ocenia 40-letnia Kasia pracująca od czterech lat w jednym z oddziałów popularnego banku w Newcastle. – Jedyne na co zwróciłabym uwagę osób, które myślą o tym, by natychmiast się zapisać, to oprocentowanie. Nie wiemy, jakie będzie w przyszłości w bankach, a niższe już raczej być nie może. Za kilka lat może się okazać, że lepiej trzymać środki na lokacie w banku, a nie wiadomo, jak będzie wtedy z wypłatą środków – przestrzega.

Sonia Grodek

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę